niedziela, 26 maja 2013

Wspomnień Czar: Girondins Bordeaux - GKS Katowice

Katowiccy kibice prędko nie zapomną 1994 roku. Piłkarze GKS-u byli na ustach całej piłkarskiej Polski. GieKSa wyeliminowała Żyrondystów z trzema późniejszymi mistrzami świata w składzie. A tak ten wyjazd wspomina jeden z kibiców GieKSy z Giszowca : 

O 8:oo na ulicy Ceglanej w Katowicach zebrali się wszyscy którzy jechali na rewanżowe spotkanie II rundy pucharu UEFA. Przybyli dzienikarze, piłkarze wraz z żonami, no i oczywiście kibice.Wylot nastąpił o godzinie 10:00 z lotniska w Pyrzowicach. W samolocie LOT-u Tu 154 było dokładnie 101 osób. W tym ok. 40 kiboli GieKSy. Lot trwał ok. dwóch godzin. Czas ten zleciał bardzo szybko. Rozmawialiśmy z piłkarzami i robiliśmy z nimi i z ich żonami fotki. Kilka osób piła już za awans do III rundy. Widocznie robili to bardzo dobrze bo GieKSa awansowała. Na lotnisku we Francji czekały na nas dwa autokary. Jeden wraz z piłkarzami i działaczami odjechał  do luksusowego hotelu "Pullman", a drugi z nami i żonami piłkarzy odjechał do mniej luksusowego hotelu "Unmotel". Doba w takim hotelu kosztowała nas 220 franków francuskich. Resztę dnia zwiedzaliśmy piękne miasto jakim było Bordeaux. Następnego dnia, w znacznej części wypełniło nam zwiedzanie winiarni. Wieczorem wybraliśmy się na trening piłkarzy, a przy okazji podziwialiśmy piękny obiekt Żyrondystów. W dniu meczu pojechaliśmy nad Ocean Atlantycki, była kąpiel w lodowatej wodzie i fotki. Po powrocie z niecierpliwością oczekiwaliśmy godziny wyjazdu na mecz.   Gdy jechaliśmy autokarem na stadion fani Bordeaux pokazywali nam na palcach jaki będzie wynik spotkania. Przeważały opinie, że będzie 4:0 ostatecznie 3:0 he he he. Gdy weszliśmy na sektor fani Bordeaux "gorąco" nas przyjęli. Całkowitym szokiem było dla mnie to, że między płotem a boiskiem nie ma ogrodzenia a jest ... fosa !!! Flagi więc rozwiesiliśmy nad wejściem na sektor. Ta najpiękniejsza z napisem GISZOWIEC była najbardziej widoczna. Młyn Bordeaux liczył ok. 400 osób. Na całym stadionie nie było chyba nawet trzech flag co strasznie obniża ocenę kiboli  Girondins, którzy fantastycznie dopingowali swoich pupili. Jednak gdy oni milkli tylko na chwile my z całych sił darliśmy gardła. Doping w naszym wykonaniu był chyba całkiem niezły, bo słychać i widać nas w telewizji było. Na sektorze, który żeśmy zajmowali w pewnym momencie zapanowała cisza. Bordeaux strzeliło gola. Choć nikt głośno o tym nie mówił chyba każdemu przeszła przez głowę myśl, że możemy odpaść. Że wielka szansa jaka się nadarzyła pomału nam się wymyka. Jednak wszystko dobrze się skończyło. Walec (Krzysztof Walczak) wykorzystał karnego i wtedy byliśmy już pewni że będziemy grać w III rundzie. Gdy sędzia odgwizdał koniec meczu, radość była ogromna. Naszym bohaterom zaśpiewaliśmy sto lat i próbowaliśmy wtargnąć na boisko, jednak akcja komandosów okazała się skuteczna. Później na sektorze trzymali nas jeszcze prawie godzinę.  Żandarmeria tłumaczyła to tak : Fans Bordeaux BUM BUM. Gdy już znaleźliśmy się w hotelu rozpoczęła się balanga, która trwała do białego rana. A ilość wypitego wina francuskiego sprawiła ze chyba nikt w najbliższym czasie nie będzie pił polskiego wina wytrawnego marki "Fructowin". Rano wsiedliśmy w samolot i przed południem byliśmy już w Pyrzowicach, gdzie czekała na nas grupa szalikowców GKS-u. Był gorące powitanie. 





 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz