sobota, 11 maja 2013

Wrzesień 1939 r. w Katowicach

Książka przybliża wydarzenia z decydujących dla Katowic dni – 3 i 4 września 1939 r., w tym do dziś budzący kontrowersje problem obrony wieży spadochronowej. Przedstawia sytuację przed wybuchem wojny, a także losy miasta i jego mieszkańców w późniejszych dniach. Omówione zostały walki, pokazane ich natężenie oraz przedstawieni ich uczestnicy. 
Wycofanie polskich władz i wojsk z Katowic po agresji niemieckiej we wrześniu 1939 r. skutkowało załamaniem i apatią mieszkańców poczuwających się do polskiej narodowości; u wielu jednak spowodowało chęć stawiania oporu za wszelką cenę - uważa Grzegorz Bębnik z IPN. Instytut wydał właśnie książkę pod redakcją Bębnika pt. „Wrzesień 1939 r. w Katowicach”. Publikacja jest rozwinięciem zbioru dokumentów pt. „Katowice we wrześniu ’39”, który ukazał się w 2006 r. Część zawierająca źródła została wzbogacona o kilkanaście niepublikowanych dotąd dokumentów.Książka przybliża wydarzenia z decydujących dla Katowic dni – 3 i 4 września 1939 r., w tym do dziś budzący kontrowersje problem obrony wieży spadochronowej. Przedstawia sytuację przed wybuchem wojny, a także losy miasta i jego mieszkańców w późniejszych dniach. Omówione zostały walki, pokazane ich natężenie oraz przedstawieni ich uczestnicy.Jak napisał autor, 3 i 4 września 1939 r.
Katowice wcale nie były ogołocone z polskich oddziałów wojskowych i wspierających je organizacji paramilitarnych. Siły powstańczej samoobrony wraz ze wspierającymi ją formacjami, m.in. harcerzami i młodzieżą powstańczą patrolowały miasto i jego okolice, czyniły to jednak we współdziałaniu z wycofującymi się jednostkami armii regularnej - zaznaczył Bębnik. Dopiero 4 września rano - dodał - można mówić o całkowitym wycofaniu się Wojska Polskiego z miasta. Wycofywały się wówczas również podległe wojskowej dyscyplinie jednostki powstańczej samoobrony i inne formacje. Do zorganizowanego odwrotu przyłączyły się zarówno pojedyncze osoby, jak i luźne grupy członków różnych organizacji patriotycznych i paramilitarnych. Autor zwraca jednak uwagę, że przekazywanie rozkazu o odwrocie pozostawiało sporo do życzenia, do niektórych jednostek w ogóle on nie dotarł.„Ogólnie przyjąć można, że na karmionych optymistycznymi wizjami przebiegu wojny członkach OOP (Ochotnicze Oddziały Powstańcze) oraz wszystkich tych, którzy utożsamiali się z polską narodowością, odwrót z woj. śląskiego najpierw władz, potem oddziałów wojskowych, wreszcie zaś nawet zwierzchnictwa organizacji powstańczych wywarł fatalne wrażenie, owocując często załamaniem czy zgoła apatią. U wielu jednak, jak się wydaje, spowodował efekt wręcz przeciwny – chęć stawiania oporu za wszelką cenę” - napisał badacz.Jak dodał, właśnie ta grupa stanowiła sporą część tych, którzy walczyli w Katowicach 4 września i w kolejnych dniach. Bębnik zaznaczył, że część walczących nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji i tego, jak wygląda sytuacja na froncie. „Przez nich odejście polskich oddziałów na wschód mogło być odbierane jako taktyczny manewr, chwilowe wycofanie się, najpewniej jedynie do bliskiej już chwili rozpoczęcia przez zachodnich aliantów ofensywy” - napisał autor.„Dla dużej grupy miejscowej ludności o niesprecyzowanej opcji narodowościowej (i to nieraz pomimo wcześniejszych deklaracji) pospieszne opuszczenie miasta przez polskie władze i oraz pogłoski o sukcesach Wehrmachtu stanowiły często impuls do przerzucania swych sympatii na Niemców” - dodał Bębnik.Autor przypomina, że w przedwojennych Katowicach, podobnie jak w całym ówczesnym woj. śląskim, panowała niezwykle zawiła sytuacja narodowościowa.
Prócz zadeklarowanych Polaków, Niemców, Żydów i Czechów w regionie istniała też grupa mieszkańców nie poczuwających się związków z żadną z tych narodowości. Tuż przed wojną Katowice liczyły około 134 tys. mieszkańców. Choć w plebiscycie w 1921 r. większość katowiczan opowiedziała się za pozostaniem w granicach Niemiec, niemożliwe jest przybliżenie, ilu Niemców mieszkało w tym mieście w 1939 r. - napisał Bębnik. Polskich uczestników walk w Katowicach autor dzieli na dwie grupy. Pierwsza to pododdziały wykonujące rozkazy wyższego szczebla dowodzenia - dotyczyły one przede wszystkim osłaniania odwrotu. Drugą stanowiły niewielkie grupy kierowane przez spontanicznie wyłanianych lokalnych przywódców czy nawet pojedynczy bojownicy. Działania tej drugiej grupy nie są bliżej znane, ponieważ znaczne jej część, albo wręcz wszyscy stracili życie z rąk okupanta - tłumaczy Bębnik. 

Książka będzie prezentowana 18 maja podczas Nocy Muzeów.

PS. Przy okazji polecamy inna książkę  "Wrzesień 1939 na Górnym Śląsku". Publikacja, jest efektem konferencji naukowej, mającej miejsce w 2006 r., zawiera możliwie szeroki przegląd tematyki związanej z tym wydarzeniem, nie ograniczając się przy tym do polskiej części podzielonego w 1922 r. regionu, czyli województwa śląskiego, jak też nie zawężając problemu do działań wyłącznie militarnych. Swoje miejsce znalazły tu zagadnienia dotyczące zarówno problemów narodowościowych, jak i aktywności nieregularnych niemieckich formacji dywersyjnych. Całość stanowi próbę możliwie pełnego naświetlenia ówczesnych wydarzeń, z wykorzystaniem wyników najnowszych badań naukowych.

1 komentarz:

  1. IPN patrzy na sprawę dziwnie prosto . 3 -go września radio ogłosiło wypowiedzenie wojny Niemcom przez Anglię i Francję . No przecież nikt nie podejrzewał ,że to zwykły pic , każdy miał nadzieję ,że godziny Niemców są policzone. W takiej sytuacji każdy podjąłby próbę powstrzymania Niemców i w Katowicach tak właśnie zrobili. Jestem przekonany ,że Westerplatte też dałoby spokój z beznadziejną obroną gdyby nie ta wiadomość . Ponadto kiedy przeglądam zdjęcia z różnych zbiorów to Polska miała uzbrojenie nie gorsze od Niemców tyle ,że było to kilkaset sztuk jeżdżących w defiladach ale były i czołgi i oddziały spadochronowe i nowoczesna artyleria i pojazdy więc ludzie w tamtych czasach byli przekonani ,że Wojsko Polskie da sobie rade . Mówią ,że Polacy stawiali beznadziejny opór. Stawiali bo według ich wiedzy nie był beznadziejny , że był beznadziejny to wiemy dopiero teraz. Łatwo jest osądzać po fakcie . Już nie będą oceniał naczelnego dowództwa które było zbiorowiskiem nieudaczników . Czy z tą wieżą spadochronowa a raczej ze skocznią spadochronową bo takie określenie wtedy funkcjonowało jest prawda. Moim zdaniem tak ,bo ośrodek harcerski dokąd wycofywali się przed Niemcami harcerze z okolicznych miast do dnia dzisiejszego leży parędziesiąt metrów od Wieży Spadochronowej i wątpię ,żeby po wiadomości o wypowiedzeniu Niemcom wojny nie znalazło się kilku młodzieńców którzy zaryzykowaliby użycie broni, z tym ,że ta wieża na którą ja wchodziłem będąc dzieciakiem przy każdym stąpnięciu rezonowała a na wietrze wyraźnie pracowała na boki czy w takiej sytuacji niewprawny strzelec mógł skutecznie prowadzić ogień wątpię . Sytuację wyjaśniłoby upublicznienie zdjęć tego obszaru ale wtedy ległaby legenda której kultywacja dobrze wpływa na patriotyczne wychowanie młodzieży więc niech zostanie tak jak jest . Pozdrawiam Tadeusz Łapanowski Katowice

    OdpowiedzUsuń